2008-07-15-13:42:40
Może to co teraz napiszę będzie dla Was banalne. Może ktoś wyśmieje, zaprzeczy, albo najzwyaczjniej w świecie nie zwróci nawet uwagi. Jeżeli jednak to co za chwilę opiszę, choć na jednej osobie wywoła wrażenie w 1/10 tak silne jak na mnie to stwierdzę, że warto było to opisać. Słońce górowało dobre kilka godzin temu. Skwar tego (podobnie z resztą jak i poprzediego) dnia był nie do wytrzymania. Modlitwy ludzi zgromadzonych w parku przy fontannie nie zostały wysłuchane - nawet malutki obłoczek, jego strzęp, mgiełka wodnistej pary nie pojawiła sie na sklepieniu by przeszkodzić słońcu które jakby nic sobie nie robiąc z ledwo dyszących starszych ludzi przypalało wszystko co nie znalazło schronienia w cieniu. Dzieci... tak to dziwne zwierzęta. Potrafią doskonale adaptować się do każdych warunków. Podobnie jak groźby i zakazy rodziców nie są wstanie powstrzymać śnieżnego szaleństwa zimą (którego przyczyny rzecz jasna są dwie; śnieg i zimowe ferie), tak i teraz nie sposób było powstrzymać dzieci od wskakiwania do fontanny. No... był jeden sposób... ale niewielu rodziców jest w stanie rzeczywiście ukarać swoje dzieci szlabanem na komputer, w końcu każdy wiek ma (podobno) swoje prawa... Słońce zaczeło zbliżać się ku horyzontowi jednak słupek rtęci na żadnym z termometrów, wbrew oczekiwaniom właścicieli i nie tylko, nie chciał opaść ani o milimetr. Dobrze mieć klimatyzacje - pomyślałem. Pracowałem wtedy w zakładzie w pobliży parku. Praca jak każda inna - żyjemy w końcu w czasach kapitalizmu. Zarobki były średnie ale i praca nieszczególnie męcząca, raczej nie mogłem narzekać. Nagle ktoś wszedł do sklepu i wyrwał mnie z natłoku myśli, które opanowały mój umysł. Był to wysoki (na oko 186-7cm), dorosły lekko otyły mężczyzna. W jego wyglądzie było coś nietypowego. Samoczynnie zacząłem się zastanawiać co jest z nim nie tak, jednak choć na chwile spiąłem się w sobie nie byłem w stanie wymyślić nic sensownego. Mężczyzna bardzo powoli przemierzył mały hol, zbliżając się w moim kierunku. Na nosie miał okulary, które zsunęły mu się nienaturalnie nisko, jednak nie to było powodem mojego zamyślenia. Wreszcie mężczyzna zbliżył się do lady i zapytał mówiąc tak niewyraźnie że ledwo go zrozumiałem: - Czy są zdjęcia? Wtedy wszystko stało się jasne. To co przeszkadzało mi w jego wyglądzie to fakt, iż był ubrany zupełnie niedbale. Nosił stary dres a weń nierówno wkasaną koszulę. Nie znam się na modzie jednak nie spotyka się codziennie ludzi tak specyficznie ubranych Jego krok był nienaturalny, lekko zachwiany (jednak nie pijacki) wręcz niepewny Gdy odezwał się do mnie wszystko stało się jasne - mężczyzna był upośledzony. Chwile trwało zanim to wszystko przetrawiłem, do tej pory spotkałem już wiele takich osób ale te zawsze były pod opieką innych ludzi, a tu nagle do zakładu przychodzi człowiek w wieku około 50 lat z psychiką cztero, może pięciolatka. Chwile trwało zanim ustaliłem o jakie zdjęcia chodzi, ciężko było zrozumieć o co mu chodzi gdyż mówił sylabami, z trudem składając pojedyncze wyrazy. Okazało się ze ktoś z rodziny zamówił dla niego odbitkę zdjęcia. Naturalnie wydałem mu zdjęcia oraz resztę. Wtedy wyraźnie się zasmucił i zapytał dukając: - Tylko jedno?; Odpowiedziałem mu, że tyle było zamowione i zapytałem się czy chciałby więcej. Odpowiedział, że tak, zapytałem więc ile. Pokazał dwa palce. Zanotowałem i powiedziałem żeby przyszedł jutro. Zapytał się jeszcze ile to będzie kosztowało, a gdy odpowiedziałem mu że 70 groszy, podziękował i zaczął wychodzić. Teraz nie wygląda to tak niesamowicie jak podczas tamtej chwili. Ciężko jest odzwierciedlić mój szok gdy zobaczyłem tego mężczyźnie bez żadnej opieki załatwiającego własne sprawy w niewielkim, ale bądź co bądź mieście. To wszystko zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, jednak to co sprawiło że zdecydowałem się to opisać miało się dopiero stać. Mężczyzna nie doszedł nawet do holu wejściowego i zawrócił. Wstałem by wysłuchać co chce jeszcze powiedzieć. - Przepraszam - zaczął grzecznie - a ile to jest 70 gr?. Odruchowo pokazałem mu ile to jest w monetach, w międzyczasie mężczyzna tłumacząc sobie pod nosem - jeden taki i jeden taki - wskazywał na kolejne monety. Podziękował i poszedł sobie na dobre. Z wrażenia aż usiadłem. // Zapewne nie udało mi się odzwierciedlić tego jak się czułem, i jakie wrażenie na mnie to zrobiło. Jednak zastanówmy się - jakie są nasze marzenia ? Telefon? Dom ? Może samochód ? Dla bardziej uczuciowych rodzina…. A on marzył tylko o zdjęciu. Głupie zdjęcie za 35 gr sprawiło mu tyle radości ile nie jest (i nie będzie) w stanie sprawić nam żadna rzecz. Nie wiem jak było w przypadku tego mężczyzny, ale znam pewną kobietę. Jej córka zatrzymała się na etapie rozwoju czterolatka. Normalni rodzice cieszą się ze swych pociech, ich sukcesów w szkole, matury, dostania na studia. A ona ? Ona cieszyła się jeszcze bardziej gdy jej córka w wieku 30 lat nauczyła się sama korzystać z toalety… Opisany przeze mnie mężczyzna nie potrafił liczyć, zapamiętywał rozmiary monet, a mimo wszystko wyszedł sam , myślę ze zaryzykował wiele, by spełnić swoje marzenie o zdjęciu…. Jednym zdjęciu..
skomentuj-(2)